Kategorie:

„Anatomia porażki” – premierowe spotkanie autorskie z Jarkiem Łojewskim

29 kwietnia 2026 roku w gościnnej przestrzeni Inkubatora STARTER ponad 50 osób wzięło udział w spotkaniu z autorem książki, który wraz z grupą przyjaciół próbuje robić coś, co jeszcze kilka lat temu byłoby trudne do wyobrażenia w Polsce: uczyć ludzi, jak opowiadać i działać po porażce bez wstydu.

Zanim Jarek Łojewski zdążył powiedzieć cokolwiek merytorycznego, sala była już rozbawiona. Mikrofon był jeden, miejsca nieco za mało, a prowadząca Dominika Rossa, jak sama przyznała, o całym pomyśle dowiedziała się zaledwie kilka dni wcześniej. Mimo to, a może właśnie dlatego, rozmowa, która wywiązała się między nimi, stała się jedną z tych, które trudno zapomnieć.

Powodem, dla którego sala wypełniła się po brzegi, była pierwsza książka Jarka. „Anatomia porażki. Zmieniaj niepowodzenia w narzędzia rozwoju”, wydana przez Wydawnictwo WAM, po dwóch latach planowania, kilku miesiącach opóźnienia i jednej dość poważnej rozmowie z Wydawnictwem o tym, że materiał jest za długi…

Anatomia porażki - spotkanie w Gdańsku 29.04.2026 (1)

Książka, której prawie nie było

Dominika Rossa zaczęła od pytania, które w ustach kogoś innego mogłoby zabrzmieć złośliwie:

Jaką porażkę popełniłeś przy tej książce?

A Ile mam czasu na odpowiedź? – Jarek parsknął śmiechem…

Historia powstawania książki sama w sobie jest ilustracją tego, o czym pisze Jarek Łojewski. Wydawnictwo zgłosiło się do niego po raz pierwszy w lutym 2024 roku. Konspekt powstał błyskawicznie, entuzjazm był wielki, umowa podpisana. A potem przez trzy miesiące autor nie odpisał na żaden mail…

Nie był to leniwy odpoczynek. W grę wchodziło coś głębszego – syndrom oszusta. Jarek nie jest psychologiem. Zajmuje się zarządzaniem, prowadził firmę, pracował na etacie, a Fundacja to jego „trzecie miejsce”. Gdy miał pisać o emocjach, o mechanizmach porażki, o tym, jak ludzka psychika radzi sobie z niepowodzeniem to zatrzymywał go wewnętrzny głos: „A co ja właściwie o tym wiem? Czy to, co napiszę, będzie miało ręce i nogi?”

Ostatecznie zaczął pisać. Skokowo. Tydzień intensywnej pracy, dwa miesiące przerwy, znowu tydzień, znowu dwa miesiące. Równolegle trwał remont całego mieszkania, praca na etacie i zarządzanie Fundacją. W pewnym momencie miał gotowych siedemdziesiąt stron, które, jak sam ocenił, wyglądały sensownie każda z osobna, ale razem się nie kleiły. Dopadł go mentalny paraliż. Nie potrafił przelać na edytor tekstu żadnych słów…

Ratunek przyszedł z miejsca, gdzie zazwyczaj przychodzi dla tych, którzy dobrze znają siebie: ze starych materiałów. W podręczniku do szkoleń, który Jarek tworzył wcześniej, na samym początku stała prosta triada: zdarzenie – emocje – lekcja. To ona stała się kręgosłupem książki. Gdy ją odnalazł, wszystko zaczęło się układać.

Porażka – słowo, które razi

Jedno z najciekawszych zdań, jakie padły podczas gdańskiego spotkania, dotyczyło nie psychologii ani zarządzania, lecz etymologii. Łojewski wspomniał, że zapytał kiedyś profesora Bralczyka, skąd jego zdaniem pochodzi słowo „porażka”. Lingwista miał odpowiedzieć, że to prawdopodobnie wywodzi się od dawania razów – ciosy za jakieś przewinienie, ból, kara.

Słowo porażka ma w sobie coś porażającego . – podsumował Jarek z uśmiechem.

I to jest właśnie problem. Słowo, które ma opisywać zdarzenie – niezrealizowanie jakiegoś celu – niesie w sobie z góry nieprzyjemny ładunek emocjonalny . Gdy Fundacja Dobra Porażka organizowała Dzień Porażki, jeden z potencjalnych sponsorów wycofał się po samym tylko usłyszeniu nazwy. Zaproponował zmianę: Może „Dzień Błędu”? „Dzień Wtopy”? Łojewski pokręcił głową. Nie.

Bo dla niego definicja jest prosta i precyzyjna: porażka to niezrealizowanie założonego celu. Nie musi być wielka, dramatyczna ani publicznie widoczna. Może być nieprzespaną nocą, zarzuconym projektem, rozmową, która poszła nie tak jak planowałeś. Błąd, wpadka, fakapu, wtopa, „o mało co” – to wszystko synonimy, które wchodzą w tę samą kategorię: coś chciałeś zrobić i nie wyszło.

Na swoich pierwszych warsztatach Jarek widział, jak uczestnicy kłócą się o to, czy dane zdarzenie jest porażką, czy tylko „małym niepowodzeniem”. Dziś wie, że ta dyskusja jest objawem czegoś ważnego – kultury, w której wielkość porażki służy jako wymówka do tego, żeby nie zajmować się nią wcale. Bo skoro to tylko drobnostka, to po co analizować?

Anatomia porażki - spotkanie w Gdańsku 29.04.2026 (3)

Triada, która zmienia perspektywę

Struktura książki i całego podejścia Fundacji opiera się na wspomnianej triadzie: zdarzenie, emocje, lekcja. To na pozór proste, ale Jarek poświęcił sporą część gdańskiego spotkania na tym, żeby pokazać, jak trudna jest każda z tych trzech faz.

Zdarzenie jest neutralne. Stało się. Nie możesz go cofnąć, nie możesz go „odzrobić” jak ujęła to korektorka w książce, cytując napis, który Łojewski umieścił na jednej ze stron: ani się tego nie odzobaczy, ani nie odzrobi. Jedyne, co możesz zrobić, to zająć się tym, aby inaczej coś zrobić w przyszłości.

Emocje są nieuchronne. Nawet gdy ktoś nauczył się reagować spokojnie, gdy porażka „spływa po nim jak woda”, to gdzieś w głowie coś się kręci. Łojewski poświęcił emocjom dużo miejsca w książce, co sam komentuje z rozbrajającą szczerością: napisał o nich tak wiele, bo najmniej się na nich zna. Pisanie stało się więc procesem uczenia się. Szukał, czytał, weryfikował i w tej samej rozmowie, w której mówił o syndromie oszusta, przyznał, że dwie książki o emocjach wylądowały u niego przypadkowo. Zaznaczył je sobie na Allegro, zapomniał odhaczyć, kupił coś innego i… nagle książki przyjechały. „Pewnie tak miało być„, żartował.

Lekcja jest najtrudniejsza. I nie dlatego, że wymaga rozumu. Wymaga gotowości. Gotowości do tego, żeby wrócić do zdarzenia, które bolało. Żeby nie zakopać go w piwnicy, gdzie, jak pięknie powiedziała psycholożka Joanna Chmura, którą Łojewski cytuje – nieprzepracowane porażki pakują mięśnie. I czekają na moment, gdy jesteś najsłabszy, żeby wyjść i uderzyć.

Anatomia porażki - spotkanie w Gdańsku 29.04.2026 (4)

Kto zawinił? Złe pytanie.

Jeden z najważniejszych wątków wieczoru dotyczył kultury organizacyjnej, a konkretnie tego, czy jako liderzy, menedżerowie, współpracownicy, patrzymy na porażkę przez pryzmat zdarzenia, czy przez pryzmat osoby, która zawiniła.

Podejście „co się wydarzyło” zamiast „kto zawinił” nie jest tylko kwestią empatii. To strategia, pragmatyzm. Gdy skupiamy się na osobie, to pomijamy otoczenie. system, który nie zapobiega nie zmniejsza ryzyka błędów pozostaje nienaruszony. Gdy skupiamy się na zdarzeniu – zaczynamy rozumieć procesy, warunki, braki ograniczenia. I możemy coś naprawić.

Łojewski przywołał tu pewien żart, który nie jest żartem: gdy zwolnimy kogoś za błąd, ta konkretna osoba już tego błędu w tej organizacji nie popełni. Ale ktoś inny, z takimi samymi narzędziami, w tym samym systemie, może popełnić dokładnie ten sam błąd. Czy tego chcemy?

Anatomia porażki - spotkanie w Gdańsku 29.04.2026 (5)

Dobra porażka to nie oksymoron

W pewnym momencie Dominika Rossa zapytała o kluczowe pojęcie Fundacji: czym jest „dobra porażka”?

Jarek Łojewski wyjaśnił, że to nie jego pomysł – to koncepcja profesora Paula Iske’a, który był jednym z duchowych ojców inicjatywy powołania fundacji. Dobra porażka to taka, która wynika z działania nakierowanego na cel. Coś chciałeś osiągnąć, starałeś się uczciwie, coś poszło nie tak. Porażka jest „dobra” wtedy, gdy wyciągniesz z niej wnioski, gdy się na nich uczysz, gdy je stosujesz. I najlepiej, gdy dzielisz się nimi z innymi.

To pojęcie trochę zmienia reguły gry w organizacjach. Łojewski wspominał firmy, w których po warsztatach ktoś zadzwonił i powiedział:

– Wiesz, teraz jak mamy porażkę, siadamy i zastanawiamy się, jak ją zamienić w dobrą.
– Co robicie? – zapytał Jarek.
– Zastanawiamy się, co zrobić, żeby w przyszłości takie sytuacje się nie zdarzały.
– Super.

To wystarczy. Nie chodzi o wielkie rytuały, specjalne procedury ani ceremonialne spotkania po każdej wpadce. Chodzi o zatrzymanie się na pięć minut refleksji. Szablon Failess może być punktem wyjścia. Ale najważniejsze jest samo zatrzymanie się. Bo jak zauważył Jarek Łojewski, w wielu organizacjach właśnie tego brakuje. Szef mówi: nie ma czasu na retrospekcję, jest następny projekt. I tak w kółko – bez nauki, bez zmiany, bez wzrostu.

Anatomia porażki - spotkanie w Gdańsku 29.04.2026 (6)

Ed Sheeran, Mateusz Kusznierewicz i bokserka

Na spotkaniach i warsztatach Łojewski często sięga po przykłady ze świata sportu i kultury. I nie jest to przypadek. Gdy ktoś pytał o nie z lekkim zaskoczeniem, autor wyjaśnił: sportowcy na wysokim poziomie mają coś, czego brakuje większości z nas w pracy. Wiedzą, że przygotowanie nie gwarantuje sukcesu. Mateusz Kusznierewicz, żeglarz, mistrz olimpijski, wielokrotnie mówił, że nawet przy idealnym przygotowaniu coś może się wydarzyć nieprzewidzianego. To nie znaczy, że odpuszcza. To znaczy, że akceptuje fakt, iż świat nie jest deterministyczny.

Joanna Jędrzejczyk, bokserka, ma podobną zasadę: jeśli dobrze przepracowała przygotowanie, uczciwie podeszła do walki, nie odpuściła tam, gdzie nie powinna i mimo to przegrała, to jej zdaniem nie jest to porażka. To znaczy, że przeciwniczka była po prostu lepsza.

Ed Sheeran zaś, którego Jarek widział go na koncercie na gdańskim stadionie, tamże opowiadał o początkach kariery, gdy nikt nie przychodził na jego występy, nawet gdy piwo było za darmo. Upór, uczenie się, powtarzanie i… tak wyrósł na gwiazdę. Zobaczcie też tutaj!

Dla Jarka Łojewskiego te przykłady są ważne nie dlatego, że są spektakularne, lecz dlatego, że są prawdziwe. Jak zadeklarował, około osiemdziesiąt procent historii w „Anatomii porażki” to zdarzenia autentyczne nie wszystkie przeżyte przez niego osobiście, ale zaobserwowane, zasłyszane, sprawdzone.

Anatomia porażki - spotkanie w Gdańsku 29.04.2026 (7)

Szkoła, która nie uczy

Jedno z najbardziej poruszających pytań zadał ktoś z sali pod koniec spotkania: ile na nasze podejście do porażek zostawiła szkoła?

Autor omawianej książki „Anatomia porażki” nie unikał odpowiedzi. Przypomniał historię z zajęć podyplomowych dla HR-owców, gdy studentka powiedziała po prostu: dlaczego nas tego nie uczyli w szkole? I nie było w tym pretensji, tylko smutek. Zrozumienie, że przez całe lata edukacji przekazywano nam tabliczkę mnożenia, wzory chemiczne, daty bitew, ale nikt nie uczył nas, co robić z emocjami po porażce.

Jego córka miała trójki i czwórki z angielskiego, choć posługiwała się nim znacznie lepiej niż on sam. Pani nauczycielka zakreślała błędy, bo użyte słowa, choć poprawne, nie były tymi, których uczono na danej lekcji. Szkoła pracuje według „szablonu”. Kto działa zgodnie z nim, ten dostaje nagrody. Kto odbiega – dostaje uwagi czerwonym długopisem.

Fundacja Dobra Porażka od kilku lat pracuje nad narzędziami do pracy z dziećmi. Karty Failowship Dam Radę!, które były widoczne na stoliku obok książek, mają uczyć nie tylko dzieci, ale też rodziców i nauczycieli tego, jak rozmawiać o niepowodzeniach. Jest zaprzyjaźniona szkoła podstawowa w Warszawie, która co roku organizuje Dzień Porażki. Nie polega on na tym, żeby dzieci wyznawały swoje błędy, ale żeby porozmawiać na przykład o tym, czy Krzysztof Kolumb, który szukał drogi do Indii, a odkrył Amerykę, odniósł sukces, czy poniósł porażkę. Albo żeby narysować maskotkę porażki.

Jedna z dziewczynek narysowała stwora z dwiema kieszeniami. Na pytanie po co, odpowiedziała: „Jedne na porażki, drugie na sukcesy. Bo przecież obie rzeczy się zdarzają.”

Anatomia porażki - spotkanie w Gdańsku 29.04.2026 (8)

Co zabrać ze sobą?

Gdy Dominika Rossa zapytała na zakończenie, co Jarek Łojewski chciałby, żeby uczestnicy wynieśli z tego spotkania, autor odpowiedział bez zastanowienia.

Dwie rzeczy. Pierwsza: porażka to nie człowiek. To zdarzenie. Coś, co się stało i czego nie można ani odzobaczyć, ani odzrobić. Jedyne, co można zrobić, to pójść z tym jakoś dalej.

Druga: nie ma na świecie człowieka, któremu nigdy nie przytrafiła się porażka. Kogokolwiek widzisz w mediach społecznościowych, z samymi sukcesami, z wydaną książką, z błyszczącym profilem, to jest właśnie to, co chcą w danej chwili pokazać. Błędy są częścią życia każdego. Tak jak jazda na rowerze wymaga nauki i upadków, tak radzenie sobie z niepowodzeniami to umiejętność, której można się nauczyć.

Właśnie po to, jak zrozumieli uczestnicy,owstała ta książka.


Jarek Łojewski, „Anatomia porażki. Zmieniaj niepowodzenia w narzędzia rozwoju”, Wydawnictwo WAM, 2026. Więcej o książce: AnatomiaPorazki.pl

zdjęcia: Piotr Pedziszewski | photography

host: Inkubator STARTER, Flow Room

Reklama własna

Najnowsze wpisy