Czy nasz styl życia nie jest porażką?

Kiedy członkowie plemienia Papuasów z Nowej Gwinei w 2011 r. odwiedzili Londyn, nie mogli uwierzyć, że Londyńczycy pracują po 9-10 godzin dziennie, tylko po to, by spłacić kredyt na mieszkanie. Czy aby na pewno sposób życia większości ludzi we współczesnych bogatych państwach jest takim osiągnięciem cywilizacyjnym?

Pytanie takie [jak wyżej – FDP] zadaje Christopher Ryan w książce „Civilized to Death: The Price of Progress”. Jak opisuje autor w publikacji, w 2011 r. filmowiec pracujący dla BBC Jonnie Hughes kręcił film o plemieniu myśliwych zbieraczy żyjących w odludnych częściach Papui Nowej Gwinei. W pewnym momencie wpadł na pomysł, by zaprosić członków plemienia, by odwiedzili Wielką Brytanię. Szefowie Hughesa zgodzili się sfinansować wyprawę, uznając, że materiał z niej bardzo uatrakcyjni film. Hughes jednak do końca miał wątpliwości, czy to dobry pomysł.

Dlaczego Papuasi nie wybrali „cywilizacji białego człowieka”?

Obawiał się, że mieszkańcy Papui Nowego Gwinei zobaczywszy „cywilizację” współczesnego bogatego państwa mogą już nie chcieć wracać do swojego starego trybu życia. W końcu to byli ludzie, którzy – według naszych standardów – żyli w skrajnie prymitywnych warunkach bez lodówek, współczesnej medycyny, telewizji czy komputerów.

Ostatecznie jednak do wizyty doszło i jej przebieg był kompletnym zaskoczeniem dla wszystkich Brytyjczyków opiekujących się członkami plemienia. Otóż mieszkali oni z rodziną, w której ojciec – Mark – wychodził o 7 rano do pracy i wracał o 7 wieczorem. Papuasi nie mogli tego zrozumieć. Pytali go: ”Dlaczego to robisz? Dlaczego wychodzisz każdego dnia i nie widujesz ludzi, na których najbardziej ci zależy? Przecież to zupełnie nie ma sensu!”.

Mark wychodził o 7 rano do pracy i wracał o 7 wieczorem. Papuasi nie mogli tego zrozumieć. Pytali go: Dlaczego to robisz? Dlaczego wychodzisz każdego dnia i nie widujesz ludzi, na których najbardziej ci zależy?

Mark tłumaczył, że musi to robić, ponieważ miał kredyt za mieszkanie do spłacenia. „Jak długo będziesz to robił, by spłacić kredyt?” – pytali. Kiedy odpowiedział, że 25 lat Papuasi popatrzyli na niego ze współczuciem i wyjaśnili, że kiedy któryś z nich potrzebuje dachu nad głową, to mieszkańcy wioski skrzykują się w kilka tygodni i mu go budują.

Takich przykładów „problemów”, z którymi borykają się członkowie „cywilizowanego” świata, a dla których Papuasi mieli gotowe i sprawdzone od tysiącleci rozwiązania, było więcej. Oto na przykład członkowie plemion żyjących jako myśliwi-zbieracze zwykle pracują po 3-4 godziny dziennie. Z tym, że nie jest to praca w rozumieniu mieszkańca Europy. Wiele z tych plemion w ogóle nie ma takiego słowa „praca”,  które oznaczałoby aktywność wykonywaną po to, by mieć jedzenie, a która jest przeciwieństwem czasu wolnego.

Wszystko, co robią członkowie plemienia, jest ściśle związane z funkcjonowaniem społeczności. Dzieci „bawią się” w polowanie, zbieranie roślin i robienie narzędzi w miarę jak dorastają płynnie przechodzą na przykład od zabawy do polowania, ale nigdy nie przestaje to być zabawą. Raczej nie zdarza się, by ktoś nic nie robił i „pasożytował” na „pracy” innych członków plemienia, bo to, co my rozumiemy jako pracę, u Papuasów jest bardzo przyjemne, satysfakcjonujące i integrujące, bo wykonywane w towarzystwie bliskich ludzi.

Gdyby więc ktokolwiek nie brał w tym udziału, to ukarałby siebie bardziej, niż innych. Plemiona myśliwych zbieraczy są także bardzo egalitarne. Nie tylko dlatego, że nie używają pieniędzy. Po prostu gromadzenie rzeczy nie ma sensu, jeżeli regularnie trzeba się przenosić z miejsca na miejsce. Lepszy myśliwy nie bardzo miałby także co zrobić ze zwierzyną nawet gdyby chciał ją zatrzymać tylko dla siebie.

Tymczasem dzieląc się ze współplemieńcami może liczyć na podobną hojność, kiedy jemu gorzej pójdzie. Autor książki opisuje jak to jeden z członków afrykańskiego plemienia powiedział jego żonie, że „najlepszym miejscem na  dodatkowe jedzenie jest brzuch mojego przyjaciela”. Ktoś mógłby argumentować, że taka „komuna” może i być przyjemna, ale dzięki osiągnięciom cywilizacji dłużej żyjemy i jesteśmy zdrowsi. Czy aby na pewno?

Bardzo wysoka cena postępu

Autor bardzo przekonująco pokazuje, że większość chorób, z którymi się borykamy, a w szczególności te najgroźniejsze, to choroby cywilizacyjne, będące skutkiem takiego a nie innego trybu życia. Przykładowo, kiedy w 1894 r. show Buffalo Bill`s Wild West zawitał do Londynu, to na Brytyjczykach największe wrażenie zrobiło uzębienie Indian. Mimo że połowa z nich miała ponad 40 i więcej lat, nie tylko nie brakowało im żadnych zębów, ale nie mieli próchnicy.

W latach 30. XX w. dentysta Weston Price odwiedzał plemiona myśliwych zbieraczy na całym świecie i zanotował, że problemy z zębami zaczynały się, gdy przechodzili oni z tradycyjnej diety na dietę „cywilizowanych” ludzi opartą m.in. na zbożach. Podobnych ciekawostek autor podaje znacznie więcej.

Dość powiedzieć, że Papuasi którzy odwiedzili Londyn nie tylko nie zazdrościli Londyńczykom ich trybu życia, ale jeszcze dali do myślenia swoim opiekunom, czy ich sposób życia na pewno jest najlepszy z możliwych. Historia z Papuasami w Londynie nie jest tylko jednostkowym przypadkiem. Autor cytuje wiele podobnych, m.in. zapiski jednego z założycieli Stanów Zjednoczonych Benjamina Franklina, który zauważył, że wychowani wśród „białych” ludzi Indianie, wracali do swoich przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Co więcej, według niego porwane przez Indian dzieci osadników, które mieszkały z nimi, po uratowaniu „w krótkim czasie były zdegustowane naszym sposobem życia i trudami, które są konieczne, by je podtrzymać i przy pierwszej nadarzające się okazji, powracały na łono przyrody”. Ryan zauważa, że historia naszej cywilizacji, której umowny początek miał miejsce jakieś 10 tys. lat temu, kiedy przestawiliśmy się na życie w jednym miejscu i uprawianie ziemi oraz hodowanie zwierząt, to zaledwie niewielki fragment historii ludzkości.

Autor nie sugeruje, byśmy  porzucili nasz styl życia i wrócili do polowania i mieszkania w lasach. Raczej chodzi mu o refleksję nad tym, jak wydajemy gigantyczne bogactwo, jakie wytwarzają współczesne gospodarki.

Przez 95 proc. historii rodzaju ludzkiego żyliśmy jako myśliwi zbieracze w grupach nie przekraczających 150 osób. Oczywiście autor nie sugeruje, byśmy  porzucili nasz styl życia i wrócili do polowania i mieszkania w lasach. Raczej chodzi mu o refleksję nad tym, jak wydajemy gigantyczne bogactwo, jakie wytwarzają współczesne gospodarki.

Bo co prawda z dekady na dekadę mamy więcej rzeczy, większe mieszkania, ładniejsze samochody, ale ciągle nie zmieniamy stylu życia zaprojektowanego w czasach, kiedy PKB był na poziomie 10-20  proc. obecnego. Już w 1932 r. filozof Bernand Russel zauważył, że siła robocza zmobilizowana na I wojnę światową de facto nigdy nie została zdemobilizowana. W jego opinii wynika to z faktu, że „pomysł, że biedni powinni mieć czas wolny, był zawsze szokujący dla bogatych”.

„Civilized to Death” to kolejna publikacja, która zwraca uwagę na problem ciężkiej, bardzo często mało przyjemnej i stresującej pracy, na jaką godzi się większość ludzi w dzisiejszych bogatych krajach po to, by zapewnić sobie byt i dach nad głową, które to rzeczy są z kolei osiągalne dla tych, którzy posiadają znacznie mniej, ale którzy dokonali innych wyborów.

Tak więc główne przesłanie tej książki jest takie, że nie musimy więcej i ciężej pracować, by zapewnić sobie i naszym bliskim życie wolne od trosk, tylko musimy, jako społeczeństwo, przemyśleć sposób, w jaki funkcjonujemy i być może go zmienić. Bardzo polecam książkę, szczególnie w tandemie z publikacją Davida Graebera „Bullshit Jobs”(„Praca bez sensu”).

Autor: Aleksander Piński, Autor recenzji książek i przeglądów najnowszych badań ekonomicznych.

ZAPRASZAMY NA DZIEŃ PORAŻKI 2021!