Marek Zmysłowski: Afryka to ziemia obiecana współczesnego biznesu.

Marek Zmysłowski to Polski przedsiębiorca, który zakochał się w Czarnej Afryce i rozwija tam skutecznie biznesy. W wywiadzie rozmawialiśmy m.in. o rasizmie, książce czy afrykańskim terroryzmie oraz o podchodzeniu do prowadzenia biznesu (nie tylko) w Afryce. Dowiecie się m.in.  dlaczego wiele firm poległo na projektach realizowanych w Afryce, na co uważać i zwracać uwagę robiąc tam biznes, na jakie niebezpieczeństwa można się tam narazić oraz przede wszystkim o tym, dlaczego Afryka to ziemia obiecana współczesnego biznesu.


SŁUCHAJ

więcej podcastów

 


OGLĄDAJ

więcej filmów

 


CZYTAJ

Rozmowa z Markiem Zmysłowskim

Jarek Łojewski: Moim gościem jest Marek Zmysłowski, autor książki „Goniąc czarne jednorożce”.

Marek Zmysłowski: Dzień dobry, część.

Marek, przedstawiają Ciebie media, jako przedsiębiorcę z Afryki, jako

z Afryki, polskiego terrorystę z Afryki. Kim jesteś?

Ja lubię siebie nazywać przedsiębiorcą internetowym, co się rozumie przez to, że buduje firmy internetowe. Na rynkach bardzo wschodzących. I to w moim przypadku była Polska – wczesne lata dwutysięczne, późne lata 90-te. Wczesne dwutysięczne.

A potem od ostatnich 7 lat – Afryka. I to jest moja specjalizacja.

Jesteś w Afryce od kiedy?

Pierwszy raz tam wylądowałem koniec 2012, a tak prawdziwie to od 2013.

Co cię tam przyciągnęło?

Przypadek. Firma Rocket Internet, jedna z największych spółek internetowych na świecie. Była wtedy na takim etapie, że zebrała bardzo dużo pieniędzy. Mówimy o setkach milionów dolarów. I, mówiąc wprost, miała ambicję zdobyć Afrykę poprzez przeniesienie tam wszystkich dużych modeli biznesowych, które są ogromne na zachodzie. Kopia Amazonu, Bookingu itd. Została mi złożona wtedy propozycja, żeby przejąć stery i zbudować od zera firmę, która miała zostać Ekspedią Afryki. Czyli byłem takim zatrudnionym managerem, founderem.

I pracujesz głównie w Nigerii?

Przez pierwszy rok była to tylko i wyłącznie Nigeria. To był nasz pierwszy rynek, największy.

Natomiast bardzo szybko otworzyliśmy inne kraje – Kenia, Wybrzeże Kości Słoniowej, Uganda. To w końcu skończyło się na 17 krajach. Wszystkie nasze spółki zostały połączone w jedną spółkę, Jumia, nazywaną teraz Amazonem Afryki. I Jumia weszła na nowojorską giełdę 3 tygodnie temu.

źródło: techpoint.africa

Większości osób, z którymi rozmawiałem na temat prowadzenia biznesu w Afryce, kojarzy się to przede wszystkim z bliżej nieokreślonymi niebezpieczeństwami. Padają nazwy, że jest to niespokojny kontynent, że są tam terroryści, że Boko Haram robi coś niedobrego. Jak to wygląda z perspektywy osoby, która jest tam na miejscu?

No ja miałem dokładnie taką samą, tak zwaną Google’ową wiedzę. Jak wpisałem hasło „Nigeria” to pojawili się Nigeryjscy książęta. Nigeryjski książę miał dla mnie pieniądze, tylko musiałem mu wysłać numer karty kredytowej. No i oczywiście Boko Haram. Ale to mnie nie przestraszyło z wielu powodów.

Teraz mogę powiedzieć z perspektywy czasu, że jak patrzę na ostatnie 30 lat współczesnej historii, to Afryka jest jednym z najbardziej stabilnych politycznie kontynentów. Bo te wszystkie zmiany się dzieją tylko na powierzchni. Tam biznes od kilku dobrych dekad przyzwyczaił się do zmian w rządzie, do zmian pomiędzy dyktaturą, a rządem demokratycznym, a potem znowu dyktaturą. To jest wszystko oczywiste i wplecione w codzienny biznes. Zarówno rząd „demokratyczny”, jak i dyktatura potrzebuje biznesu.

A z drugiej strony są terroryści. Boko Haram od 2000 roku zabił ponad 20 tys. ludzi. To jest o wiele więcej niż ISIS. Ale o ISIS mówi się więcej, bo życie ludzkie w Europie jest trochę inaczej wyceniane w opinii publicznej. Natomiast terroryzm w Afryce zupełnie inaczej wygląda. To nie jest tak, że raz na kilka miesięcy ktoś nagle wyląduje w mieście i przejedzie ludzi samochodem albo wybuchnie.

W Nigerii szczególnie to jest po prostu normalna regularna walka. Jest linia frontu i są regiony w północno-wschodniej Nigerii, gdzie jak wszyscy wiedzą żyją tam terroryści i tam się nikt nie zapuszcza. Więc ten terroryzm jest niesamowicie przykry i wiele osób traci życie przez niego. Ale nie wpływa to na codzienny biznes w Lagos. Ja mieszkałem w Lagos w Nigerii przez 5 lat, zanim się przeprowadziłem do RPA. I najgorsza rzecz, jaka mi się przytrafiła, to jak na imprezie troszeczkę za dużo wypiłem i nie zauważyłem jak mi ktoś zdjął zegarek z ręki.  To tyle.

A byłem w Europie kilkunastokrotnie w ciągu tych parunastu lat. I byłem blisko ataku w Berlinie i blisko ataku w Londynie, bo akurat wtedy byłem w tych miastach. Tyle, jeśli chodzi o statystykę i prawdopodobieństwo i jak to wpływa na biznes.

Mamy rozmawiać o porażkach. Prowadzisz w Polsce, nie wiem, jak to nazwać, taką kampanię informacyjną, że warto inwestować w Afrykę. To co opowiadasz, można znaleźć w wielu różnych miejscach. Natomiast chciałem się Ciebie zapytać, jak tam działać, żeby nie popełniać jakiś kardynalnych błędów? Żeby nie ponieść porażki?

Tak, mimo tego, że ja bardzo wiele rzeczy przeżyłem, o czym pisze w książce, łącznie z tym, że skorumpowana nigeryjska policja chciała mnie wsadzić do więzienia. To mimo to promuję Afrykę jako destynację biznesową. Bo te złe rzeczy i dzieci z dużym brzuszkiem, to jest bardzo głośne i ludzie na to zwracają uwagę. Ale to jest tylko odsetek tego prawdziwego, pozytywnego wizerunku.

Jaką ja odniosłem porażkę? Tak naprawdę wszystkie moje porażki w Afryce odnoszą się do złego doboru ludzi.  Oczywiście nam jest bliżej kulturowo do kogoś z Nigerii czy Kenii niż do kogoś z Korei Południowej albo z Chin, bo mimo wszystko te setki lat kolonizacji zmieniły na kulturę i mentalność bliższą naszej.

Ale mimo wszystko jesteśmy różni. I systemy polityczne, sposoby robienia biznesu różnią się od tego w Europie. Nie ma szans zrobienia biznesu na miejscu bez silnego partnera, któremu można ufać.

Największy problem jest wtedy, kiedy z partnerem, od którego wszystko zależy, się pokłócisz. I on się odwróci przeciwko Tobie albo uzna, że już Ciebie nie potrzebuje. I teraz, jakbyś mi zadał pytanie, jak znaleźć odpowiedniego partnera, to nie ma na to złotego sposobu. Bo ani te programy, gdzie Ambasada Polska stara się łączyć biznesmenów z Polski i z biznesmenami z Nigerii, nie będzie skuteczna. Bo ambasador nie będzie wiedział, który biznesmen jest godny uwagi. Ani rekomendacje nie działają.

Tak naprawdę trzeba się przygotować na porażki. I trzeba mieć dużo nerwów, zaparcia i pieniędzy, wliczyć to w koszty. Aż w końcu znajdzie się ktoś, kto się sprawdzi w boju.

Jak wielka jest Afryka? źródło: imgur.com

 

A w takich codziennych sytuacjach, na co trzeba zwracać uwagę, na co uważać, żeby nie popełnić błędu.

Moją dużą porażką i dużym problemem, mimo tylu lat w Afryce nadal czasami te błędy popełniam, jest ignorancja, wobec tego, jak głębokie są jeszcze problemy na tle rasowym. I jak niezagojone są jeszcze rany i pamięć o rasizmie i kolonializmie.

Ja w zeszłym tygodniu się złapałem na tym, że używałem słów Czarny Kontynent zamiennie z Afryką na prezentacjach, na których promuję Afrykę, jako świetny kontynent, w którym się zakochałem. I dla mnie Czarny Kontynent wiąże się z tym, że jest to czarna plama na mapie dla Europejczyka. Bo nigdy tam nie był i nie wie co tam jest.

Natomiast dla wielu osób z Afryki, Czarny Kontynent jest zwrotem bezpośrednio do pisarzy z XVIII i XIX wieku, typu Joseph Conrad. I zostałem wielokrotnie nazwany przez kogoś rasistą, kto nie znał mojej pracy i od razu wyciągnął wnioski – biały koleś, który udaje, że jest białym zbawcą, chce naprawić Afrykę. I jeszcze zarzuca nas rasistowskimi rzeczami.

My jesteśmy z Polski, z kraju bardzo homogenicznego i dla nas rasizm w zasadzie nie istnieje. Natomiast w każdym innym kraju multikulturowym, te konflikty na tle rasowym są bardzo, bardzo żywe. I trzeba nauczyć się rozmawiać otwarcie o rasie i o kulturze, i o religii. W RPA nie otworzę firmy, jeśli nie będę miał wystarczająco dużo osób w zarządzie lub wspólnika, który jest czarny. Nie tylko lokalny, ale też czarny. My, jako Polacy, musimy się dużo nauczyć, bo inaczej będziemy mieć bardzo dużo porażek na tym tle. A nie ma nic gorszego niż do zrazić kogoś do siebie biznesowo, na tle rasowym czy kulturowym.

Uprzedzając parę komentarzy, to niestety w Polsce rasizm też jest widzialny. Może w innym ujęciu, innym aspekcie niż to, jeżeli chodzi o Afrykę. Ale pojawia się, jest nagłaśniane, że zdarzają się też takie rzeczy.

Teraz pewnie coraz więcej. No mnie nie było w Polsce przez lat 7. Przyjechałem i widzę coraz więcej obcokrajowców o innym kolorze skóry. Oczywiście są imigrantami i ten rasizm się pojawia, bo to jest coś nowego.

Ale myślę, że absolutnie masz rację w tym, że trzeba się nauczyć o tym rozmawiać. W jakiś kulturalny sposób, a nie obrzucając się inwektywami. Bo to po prostu będzie się działo.

I kontynuując, a’propos tego white savoir. Ja kiedyś popełniłem taką prezentację na TEDxie, która teraz ma sporo, już ponad milion wyświetleń. Chciałem walczyć ze stereotypami na temat Afryki. I pokazywać jak fajnie jest zrobić coś w Afryce i pomóc temu dzieciakowi i temu. Można zrobić jakąś tam firmę, a nie tylko dawać kasę na jakąś tam organizację, która wzmacnia negatywny wizerunek Afryki.

I niestety wtedy walczymy z ludźmi, którzy mają do Ciebie podejście zdefiniowane. Mi bardzo ciężko być szczerym. Bardzo ciężko jest białym dupkom w Afryce. Bo nikt Cię nie nazwie dupkiem, tylko od razu Cię nazwie rasistą. Bo jeśli jesteś nieuprzejmy do czarnego, to tylko dlatego, że jesteś rasistą, a nie dupkiem.

Czyli nie ważne czy do czarnego, czy do białego.

Tak. Mi bardzo ciężko mówić otwarcie i z pewną dumą na temat tego, co osiągnąłem w Afryce i co jeszcze chcę zrobić i przyciągać inne firmy do Afryki z Europy, nie będąc oskarżonym o to, że to jest tak naprawdę neokolonializm i niczym się nie różnię od innych white savior-sów.

Ale to są głosy spoza Afryki czy z Afryki?

Powiem Ci szczerze, że tu i tu, ale te głosy spoza Afryki są najgorsze. Ludzie mieszkający w Stanach o bardzo silnych poglądach, sami nawet nie byli w Afryce, przenoszą swoje problemy na tle rasowym ze Stanów do Afryki.

Nie chcę tutaj postawić siebie w kontekście ofiary, tylko ja muszę mieć aktywną rolę i muszę się na to przygotować, zmodyfikować swój komunikat, żeby nie pozwolić tym ludziom być oskarżonym o złe intencje. Muszę dbać o to, że ktoś inny może inaczej odbierać moje słowa. To jest bardzo delikatna sprawa.

Intencja się liczy, ale jeśli ja powiedziałem słowo „Murzyn” bez intencji obrażania kogoś, ale ta osoba jednak mimo wszystko się obraziła, bo bardzo wiele osób ją tak nazwało i tam jest konotacja negatywna, to ja biorę za to część winy. I na to trzeba uważać i być świadomym, że te konflikty rasowe występują.

Dla kogoś z Polski czy z Europy – no musimy być tego świadomi.

Ok. Wracając do tematów biznesowych. Przygód miałeś co nie miara, które opisałeś w książce. Było parę sytuacji, które były sytuacjami niebezpiecznymi. Jak można unikać tego typu rzeczy?

Jak można unikać sytuacji niebezpiecznych?

Czy to się w ogóle da?

Nie wydaje mi się, żeby się dało. Ja przeżyłem wiele przygód, które mogły się skończyć w najgorszym wypadku śmiercią, a w najlepszym przypadku więzieniem albo kalectwem. I ja w większości przypadków wyszedłem dzięki nieograniczonej ilości szczęścia. Nie wydaje mi się, żeby tam było zbyt wiele kalkulacji. Musielibyśmy porozmawiać o czymś konkretnym.

Natomiast to się wszystko sprowadzi do robienia biznesu z kimś, kto już miał do czynienia. Idziesz w góry, to idziesz z przewodnikiem. Jakoś jesteś w stanie eksponować się na ryzyko gradacyjnie, że nie od razu wskakujesz do morza, gdzie mogą być różnego rodzaju ryby i prądy, i wielkie fale, i wiry. Tylko zarządzasz ryzykiem. Jeśli mam już użyć tego przykładu oceanu, gdzie są i rekiny, i prądy, i wielkie fale, to najpierw skoczmy do basenu, gdzie jest tylko rekin.

Albo dmuchany flaming.

Tak. Albo tylko fala. Jeżeli już jest jakiś aspekt ryzyka w ramach tego, co robimy, to niech on będzie jeden, żeby nie zarzucać się zbyt wieloma ryzykami na raz. I jakbym to miał użyć w biznesie. Jeżeli już jadę do Afryki, jako biznesmen, to chociaż rób ten biznes z ludźmi, których znasz.

I rób biznes w sektorze, na którym zjadłeś zęby. Afryka jest wystarczającą niewiadomą. Jeśli robisz z kimś biznes po raz pierwszy, to zrób ten biznes na swoim terenie, bo to jest już wystarczający jeden aspekt ryzyka. Atakuj jeden poziom na raz. Ja bym tak do tego podszedł.

Dobra. Rynek afrykański jest przez wiele osób, z którymi rozmawiałem, jest uważany za rynek biedny. To nie była jakaś reprezentatywna próbka, ale była jedyna, jaką miałem. Z tego co wiem biznes, który tam zrobiłeś, nie jest małym biznesem. Czy możesz coś na ten temat powiedzieć?

Tak. W zasadzie każdy kraj afrykański to są dwa rynki w jednym.

Ta różnica pomiędzy ludźmi bogatymi, zamożnymi, a biednymi jest ekstremalna w Afryce. W zasadzie każdy kraj, to jest grupa kilkumilionowa tej elity, która ma więcej pieniędzy niż typowy Niemiec. Niemiec to dla mnie typowy przykład kogoś, kto ma dużo oszczędności. To jest kilka milionów ludzi, a potem kilkadziesiąt czy kilkaset milionów ludzi, gdzie 2%, bo to są dane z Nigerii, 2% społeczeństwa ma więcej niż 1 000 dolarów na koncie.

Ta mała grupka, to grupka, gdzie możesz sprzedawać swoje produkty premium. I pozwala ci też zweryfikować swój biznes na pierwszym etapie wzrostu. Ona jest wystarczająco duża. Natomiast jeśli chcesz ten biznes potem wyskalować, to nie wyskalujesz, jeśli nie wejdziesz na sferę społeczeństwa, która ma tych pieniędzy odpowiednio mniej. I tu musisz tak zmodyfikować swój model biznesowy, żeby ich było stać na to cokolwiek robisz.

W moim przypadku był to serwis do rezerwacji hoteli i bookowania biletów lotniczych. I oczywiście na samym początku współpracowaliśmy z hotelami droższymi i liniami lotniczymi, na które było stać tylko kilkumilionową część tego społeczeństwa, która podróżowała liniami lotniczymi i spała w tych hotelach.

Natomiast potem, żeby się rozwinąć, to musieliśmy współpracować nie tylko z Hamiltonem czy Radissonem, czy jakimś innym 4-gwiazdkowym lokalnym hotelem, ale zaczęliśmy podpisywać hotele do współpracy, gdzie, powiem ci szczerze, czasami ciężko było odróżnić, czy to jest pokój czy toaleta. Natomiast takie hotele też są potrzebne w Afryce dla ludzi, których nie stać na spanie w tym droższym. A zamiast sprzedaży biletów lotniczych, zaczęliśmy sprzedawać bilety autobusowe. Więc trzeba było dopasowywać model biznesowy, żeby móc „zaatakować” tę grupę społeczeństwa.

Ale reasumując, w każdym kraju jest dualizm pomiędzy bardzo bogatą grupą społeczeństwa i biedną. I w zależności od tego, co ty sprzedajesz, to możesz mieć zupełnie inny obraz a propos potencjału rynku.

Ok. Na Auli Trójmiasto opowiadałeś też o różnych produktach, które tam wdrożyliście, o sposobach wdrożenia. To, co mnie ujęło, to to, że ludziom trzeba było tłumaczyć, że za pomocą Internetu można coś zamówić. I w związku z tym prowadziliście sprzedaż produktów internetowych w sklepach.

Tak jest. No tak. Też podobny problem był w Polsce wiele lat temu. Ja pamiętam, jak pojawiały się pierwsze banki internetowe – Inteligo czy mBank.

Inteligo było pierwsze, tak.

I moja ciocia powiedziała, że to w ogóle jest niesłychane, żeby trzymała pieniądze w jakimś banku, gdzie nie może pójść i uśmiechnąć się do pani. To było podobne. Bardzo ciężko było, to znaczy problem z… Tam jest znowu atakowanie jednego czynnika ryzyka na raz. Jeśli ty coś sprzedajesz przez Internet, to po pierwsze musisz sprawić, żeby Twoja firma ma odpowiednio zbudowany wizerunek pomimo tego, że jest firmą wirtualną.

Biuro Juia Travel w Kenii. źródło: wikipedia.org

To jest pierwszy problem. Potem jeszcze problem z płatnością. Potem jeszcze problem z łączem internetowym itd. Więc żeby zbudować wizerunek firmy, która jest internetowa, ale jest też firmą porządną, tak jak każda inna, zaczęliśmy inwestować w reklamę offline, bo duże firmy reklamują się offline. A następnie nauczeni tym, co robi nasza konkurencja, była mądrzejsza, bo była lokalna, zamiast wydawać te śmiesznie głupie pieniądze na billboard offline, zbudowaliśmy własny sklep. Bo co prawda firma była online, ale klient mógł pójść do sklepu i odebrać produkt od nas w punkcie odbioru. Obejrzeć go, dotknąć, wybrać coś innego i zapłacić gotówką.

Nie wprowadzaliśmy mu innowacji tysiąca pięciuset naraz. Ale wtedy już tego klienta pozyskaliśmy. On wiedział, że taka firma funkcjonuje, ma markę, są tam prawdziwi ludzie, zapłacił pieniądze, dostał produkt. I w kolejnym etapie mogę mu powiedzieć, że teraz już nie musisz przychodzić i oglądać ten produkt, tylko możesz go zobaczyć w Internecie, nadal go odbierzesz, ale chociaż spróbuj tam.

A potem zakup numer 10. Wtedy mogliśmy proponować, że jak zapłaci z góry kartą, przelewem, to dostanie 10% upust. Innowacje po kolei. Kaizen, metodą małych kroków, bo ludzie są tak zaprogramowani, że są anty, jeśli chodzi o duże innowacje. I to był dla nas sposób, metodą małych kroczków. Też nie mieliśmy wyjścia, jeśli chcieliśmy rosnąc szybko.

To, co powiedziałeś o płatnościach elektronicznych, ja myślę, że nie wszyscy wiedzą, że płatności mobilne przez telefon były w Afryce dużo wcześniej niż w Europie.

Może nie we wszystkich krajach, ale w większości.  Zarządzanie gotówką przez banki jest niesamowicie drogie. Jest taki czołowy bank nigeryjski, który przeznacza 10% swojego budżetu tylko na zarządzanie gotówką, czyli bankomaty, przewożenie pieniędzy. To są chore pieniądze. Bo każdy bankomat to jest generator prądu, są kradzieże itd.

Więc w takich krajach jak Kenia czy Rwanda, płatność pomiędzy dwoma telefonami, nawet feature phone, czyli nie smart phone, tylko płatność przez kod USSD, jest bardziej popularna niż gotówkowa. Często będzie tak, że taksówkarz powie zapłać mi telefonem, nie dawaj mi gotówki. Wyobraź sobie, żeby tak kiedyś było w Polsce, zapłać mi kartą, nie chcę gotówki.

W wielu aspektach, nie we wszystkich aspektach gospodarki, można zauważyć taki żabi skok. No bo po co wprowadzać technologię, która jest przestarzała, jak można od razu przeskoczyć do nowej. Mi się wydaje, że może tak być z blockchain na wielu aspektach gospodarki i nie mówię tylko o transferach pieniężnych. No bo w Europie, żeby wprowadzić blockchain, trzeba będzie walczyć z lobby, które utrzymuje status quo. A w Afryce status quo jeszcze w wielu elementach nie funkcjonuje.

Czy kojarzysz jakieś takie duże wpadki, które firmy zachodnie popełniły na rynku afrykańskim, które spowodowały, że musiały się z niego wycofać?

O Jezu. Takich firm było bardzo dużo. I to się dzieje cały czas, ponieważ najczęściej przychodzi firma, która odniosła sukces w Europie lub w Stanach i uważa teraz, że wielki pan na białym koniu zreplikuje ten cały model i pokaże na miejscu przedsiębiorcom, biznesmenom, managerom, jak się ten biznes robi i go replikuje. A Afryka jest tak ogromna i nieważne, jaki budżet masz. Jeśli coś robisz źle, to ci się kasa prędzej czy później skończy.

Tak, że Afryka uczy skromności każdego. Z jakiegoś powodu McDonald’s jest do dzisiaj tylko w jednym kraju. Chyba tylko w RPA i przepraszam, w Egipcie. W niesamowicie małej ilości krajów. A McDonald’s jest takim wyznacznikiem trochę. Burger King też sobie nie poradził, jest tylko w dwóch krajach bodajże. Nie pamiętam teraz konkretnych przykładów, bo mnie zaskoczyłeś, natomiast jakbym pogrzebał dłużej albo wrzuciłbyś w Google, to co roku jest jakaś duża firma, którą znasz, bo jest notowana w Nowym Jorku, coś źle zrobiła i się wycofała.

A nauczka jest taka, że model biznesowy, tak było w naszym przypadku, model biznesowy możesz kopiować. Bo jak ludzie będą bookować hotele w Stanach, to będą też bookować hotele w Afryce. Bo globalizm, kapitalizm, konsumpcjonizm czyni, że będziemy mieć te same zachowania. Ale sposób, jak ta usługa jest później wykonywana, to zupełnie co innego.

Dlatego często Rocket Internet, czyli ta firma, w której pracowałem, jest nazywana fabryką klonów. Bo widzi coś, co odnosi sukces w Europie i przenosi to do Afryki. Tylko na powierzchni to widzisz, ale nie widzisz tego, co jest w środku. A w środku jest wszystko zbudowane od zera pod kątem lokalnej specyfiki.

Na koniec chciałbym Cię jeszcze prosić o dwa słowa na temat książki. Ja muszę się do czegoś przyznać. Jak pierwszy raz zobaczyłem informacje o książce i różne zapowiedzi, to pomyślałem sobie, że media kreują kolejnego ładnie wyglądającego gościa, który chce coś nam sprzedać.

Poszedłem na Aulę przez ciekawość, bo tam się poznaliśmy, żeby zobaczyć, z kim mam do czynienia. Okazało się, że mam do czynienia po prostu z fajnym gościem.

Dziękuję.

Marek Zmysłowski, „Goniąc czarne jednorożce” (kliknij na obrazek jeśli chcesz kupić)

Co widać, bo siedzisz tutaj. Powiedz mi, co było inspiracją, co było powodem stworzenia tej książki.

To był proces. Po pierwsze cały dochód z tej książki idzie na moją fundację. Ta fundacja różni się od normalnych fundacji tym, że jeśli zainwestujecie dolara, to cały dolar trafi do dziewczynki w Nigerii, bo będzie mogła właśnie zapłacić sobie telefonem w sklepie. I my doskonale wiemy, co ona wtedy kupuje, więc jest transparentność.

Ja od wielu lat miałem coś takiego, że jestem wokalny, jeśli chodzi o swoje opinie. I dość często sobie blogowałem tu i ówdzie. I również poprzez te wszystkie lata budowania biznesu, porażki, próby inwestycji itd. w Afryce, kiedy coś mi nie wychodziło, miałem jakąś wenę, butelka wina, czasem dwie i pisałem artykuł. Jeśli miało to jakiś sens, to gdzieś to publikowałem. Natomiast bardzo dużo tych rzeczy lądowało w szufladzie.

Zrobiłem to również dlatego, że mi bardzo często brakowało biznesowych książek o Afryce. O Afryce piszą świetni autorzy afrykańscy, ale to najczęściej są książki beletrystyczne. Jeśli chodzi o non-fiction, to mamy jakiś tam szalony podróżnik jechał przez pustynię i opisuje te swoje przygody.

A to nie jest moja Afryka. Moja Afryka to lotniska, biurowce.

Albo jakiś akademik, naukowiec pisze, dlaczego w Afryce jest tak źle, skoro powinno być dobrze, jakieś tam teoretyczne ma dywagacje. A ja chciałem coś takiego pod kątem biznesowym.

Przeczytałem też książkę „Chaos Monkeys. Koleś, który sprzedał swoją firmę do Twittera i poszedł Facebooka na drugi dzień. I w pewnym momencie powiedział „dość”, zamieszkał na jachcie, napisał książkę, gdzie bez skrupułów mówi jak jest, szczerze. To mnie zainspirowało.

A potem przez jedną z moich przygód, gdzie wspólnik lokalny chciał się mnie pozbyć i przekupił policję, żeby mnie trochę nastraszyć nakazem aresztowania. Przez rok byłem ściągany na równi z innymi terrorystami. Musiałem pozwać do sądu nigeryjską policję. Jestem jedynym obcokrajowcem, który wygrał. Mam nadzieję, że ostatnim.

Siedziałem na Rakowieckiej, zanim Polska się zorientowała, że to wszystko to jest jedna wielka ściema. Wtedy uznałem, że mam też dużo ciekawych przygód.

Znajomi, jak się spotykałem, mówili weź powiedz temu, jak robiliśmy to itd., więc zdecydowałem, że połączę wątki biograficzne z takim insidem biznesowym, bo dzięki temu ten inside biznesowy będzie łatwiejszy do strawienia.

Tu się śmiałeś z tej głupoty, jaką zrobiłem, a skoro mam już Twoją uwagę, to jak się śmiejesz, przyjmujesz wiedze, jesteś chłonny. I tak to zostało zrobione. Tak tą książkę napisałem.

Połączenie biografii z biznesową książką. I też jest chyba dość szczera, Ty to powiedz. Bo znowu zainspirowała mnie książka kolejna „Leadership, bullshit”.

A propos tego, że większość książek biznesowych to takie laurki wystawione na koniec życia komuś. Ja chciałem taką książkę żywą. Teraz już wiele osób mi zarzucało, dlaczego masz 33 lata i już piszesz biografię? No bo ja chcę pisać z perspektywy teraz, a nie za 70 lat. Chcę pisać o rzeczach świeżych. Dlatego tam jest dużo mięcha i dużo takich szczerych opinii. Chciałem, żeby ta książka była żywa i inna.

I jest.

I jest.

Na koniec, jakbyś mógł dać 3 rady, dlaczego warto inwestować w Afryce.

Ojej, bo jak nie będziemy w Afryce, to ktokolwiek tam będzie, to potem nas też zje. Bo Afryka jest kilkudziesięciokrotnie większa niż to, co widzimy teraz. Nie mówię tylko o populacji. Mówię też o ilości surowców naturalnych. Wielkości całego kontynentu, możliwości, jakie daje nam żyzna gleba.

Afryka to nie jest tylko pustynia, tam jest o wiele więcej żyznych gleb, niż nam się wydaje. To są jedne z najżyźniejszych gleb na świecie.

Zaraz odezwą się obrońcy przyrody, że przyjdziemy i to wszystko zaorzemy.

To naprawiajmy sposób, w jaki to robimy. To nie znaczy, że nie możemy robić teraz nic. Taka jest moja odpowiedź. Róbmy to mądrze. Dlaczego to jest taki ostatni final frontier. Dla ludzi, którzy mają naprawdę duże ambicje.

Personalnie dla mnie Afryka to jest taka Polska lat 90-tych tylko znacznie większa. Ja na Polskę się nie załapałem. Miałem tylko parę lat. A tam wszystko się dzieje. My tam, otwierając kolejne biznesy, to nie wymyślamy kolejnej apki, kolejnego modelu samochodu, kolejnego sposobu zabijania czasu. Tylko budujemy biznesy, inwestujemy w biznesy, które rozwiązują podstawowe problemy życiowe, które poprawiają jakość życia naokoło. I tam jest jeszcze szansa na taki zdrowy kapitalizm, który jest najlepszy dla naszego życia.

Bo oczywiście ogromy kapitalizm z korporacjami, które niszczą środowisko, jest zły. Ale tam masz kapitalizm zdrowy, który jeszcze ma szanse, że pani, która gotuje zupy na ulicy, można w nią zainwestować poprzez mikropożyczki, poprzez bank, zbuduje sobie małą knajpkę. Facet, który sprzedaje buty z Chin na jakimś markecie, może sobie potem zbudować większy sklep. Małe i średnie przedsiębiorstwa mają teraz dużą szansę bumu i to jest fajne, to jest sexy, to jest ok.

Trochę ta rozmowa poszła w stronę opisania pewnego potencjału. Tego, że warto tam pójść. Ale jakoś mnie to nie martwi. Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.

Jestem dobrym propagatorem. Zawsze skończę na tym temacie.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Mam nadzieje, że była dla Was interesująca. Czekam na Wasze komentarze. Cześć. Dzięki.

Dzięki.

 

Więcej informacji o Marku znajdziecie tutaj: marekzmyslowski.com

Rozmowę zrealizowano w HubHub Warszawa, ul. Postępu 14