#NaCudzychBłędach – Maciej Budzich – jak nie spieprzyć crowdfunding-u

Z rozmowy z Maćkiem Budzichem, “niszczycielem  marzeń”, dowiecie się między innymi o tym, na co trzeba uważać przygotowując i prowadząc kampanię crowdfunding-ową, dlaczego warto wyspać się przed jej rozpoczęciem , co zachęca donatorów do większego wsparcia czy też kiedy warto zbudować własną platformę do zbierania pieniędzy zamiast korzystać z istniejących. Interesuje Cię crowdfunding? Tylko czytać i korzystać!

Crowdfunding to gorący temat nie tylko wśród startupów. Wykorzystywany jest jako jedna z metod finansowania nowych pomysłów biznesowych, ale również inicjatyw społecznych czy dobroczynności. Coraz częściej postrzegany jest również jako dobra okazja do propagowania produktów, pomysłów czy idei. Jeśli myślicie o tym, aby wykorzystać crowdfunding do wsparcia Waszego pomysłu, koniecznie posłuchajcie, obejrzyjcie lub przeczytajcie co na ten temat do powiedzenia ma Maciek Budzich. 

Crowdfunding to forma finansowania różnego rodzaju projektów przez społeczność, która jest lub zostanie wokół tych projektów zorganizowana. Przedsięwzięcie jest w takim przypadku finansowane poprzez dużą liczbę drobnych, jednorazowych wpłat dokonywanych przez osoby zainteresowane projektem. Określenie to jest zwykle używane w odniesieniu do zbiórek prowadzonych na stworzonych w tym celu platformach internetowych, rzadziej także przy pomocy serwisów społecznościowych lub blogów.

za: Wikipedia.pl – crowdfunding
 


SŁUCHAJ

więcej podcastów

 


OGLĄDAJ

więcej filmów

 


CZYTAJ

Rozmowa z Maciejem Budzichem

Cześć, zapraszam do rozmowy Maciejem mediafun Budzichem.

Maciej Budzich: Dzień dobry.

Fun przez „u” nie „a”.

Tak, chociaż to jest taka trochę gra słów. Raz jest fan – wielki fan, raz jest fun – zabawa. Jeśli chodzi o media, czasem te media trochę mnie przerażają. Czasem dostarczają dużo fajnych informacji, czasem można je wykorzystać na swój sposób. Ok, po latach okazuje się, że nazwa mediafun bardzo wieloznacznie się sprawdza. Można ją fajnie wykorzystać.

Tak samo jak fanpage’e i funpage’e na Facebooku.

Tak, jestem specjalistą od kreowania funpage’ów, widziałem takie ogłoszenie.

Niszczyciel marzeń

Dobrze, namówiliśmy się, żeby porozmawiać o crowdfunding-u, a w szczególności o błędach, które można popełnić przy okazji kampanii crowdfunding-owych.

Tak, to jest ciekawe, jesteśmy jeszcze przed moim wystąpieniem i właściwie przygotowując wystąpienie dotyczące – jak organizować kampanie crowdfunding-owe, skuteczne, tak mi się wydaje, taki jest cel, tak naprawdę, wizualizuję sobie te nieudane kampanie albo analizuję sobie, jakie ludzie najczęściej popełniają błędy, myśląc o kampaniach crowdfunding-owych.

I w wielu przypadkach okazuje się, że jestem takim trochę niszczycielem marzeń albo tak naprawdę sprowadzam tych ludzi na ziemię. Bo w wielu przypadkach ludzie, którzy mają jakiś tam cel – chcą zebrać pieniądze na wyprawę dookoła świata, swoją płytę, książkę, wydarzenie, grę planszową, na wiele, wiele rzeczy można zbierać pieniądze. To jednak okazuje się, że nie wystarczy mieć swój pomysł i wrzucić go na kampanię.

Przecież on jest najlepszy, wszyscy będą go kochali.

No właśnie. Kto z państwa ostatnio sobie wszedł tak z palca na Wspieram.pl albo Polakpotrafi.pl, żeby sobie wybrać kampanię do wspierania. Tak to nie działa. Trzeba zaplanować kampanię i ściągnąć ludzi do takiej kampanii.

Więc najczęściej wchodzimy na portale crowdfunding-owe już na konkretny projekt. Czyli ktoś wykonał wcześniej jakąś pracę. Czasem też się mówi, że najfajniej mieć społeczność, do społeczności najlepiej trafić. Ale ta społeczność nie rośnie ot tak, trzeba ją czasem stworzyć. Bardzo częstym błędem przy planowaniu kampanii to jest czas. Średnio kampanie trwają 30-45 dni. I to właściwie nie ma znaczenia czy to będzie 30 czy 60 dni, ten wykres wpłat jest bardzo podobny. Staram się teraz narysować w powietrzu.

To Ty mów, a potem narysujemy.

Jak mamy linię czasu, to start jest bardzo wysoko, potem spada, spada, spada i pod koniec rośnie. I ten wykres jest często bardzo, bardzo podobny. Więc fajnie, jak się planuje kampanię crowdfunding-ową, na przykład wtedy, kiedy ludzie mają wypłaty. Start.

crowdfunding - wpływy w czasie

crowdfunding – wpływy w czasie – rysunek poglądowy

Ok, start, kiedy mają wypłaty.

Tak. I fajnie byłoby kończyć również w tym czasie. Czyli miesiąc albo przeciągnąć tak do dwóch, zacząć od 10-tego i skończyć też koło 10-tego, żeby przynajmniej na te dwie wypłaty się załapać. Fajnie jest zaplanować w takim czasie start kampanii, kiedy ludzie nie będą w tym czasie na majówce albo na wakacjach. Dobrze jest też kończyć kampanię w dobrym okresie. Ja widziałem kampanię, która się kończyła, najważniejszy moment kampanii 24 grudnia. Więc jakbym miał wybierać najgorsze dni na zakończenie kampanii, to 24 grudnia byłby w czołówce. I to są tego typu częste błędy, które ludzie niestety często popełniają.

Kolejną rzeczą jest kwota, jaką się zbiera. To są autentyczne przypadki. Ile chcesz zebrać na kampanii? No milion. Ok.

Do tej pory, jeszcze do niedawna nie było kampanii w Polsce crowdfunding-owej, która zebrała ponad milion złotych.

Ponad milion dzięki crowdfunding-owi!

Kto zebrał?

To była gra planszowa. Gra planszowa „Call of cthulhu” i sam tytuł Lovecraft’a ma wielką rzeszę fanów, więc mieli łatwo. Społeczność planszówkowa jest bardzo, bardzo rozbudowana w Polsce, więc te planszówki na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest to taki pewniak. Więc jak ktoś jest zachwycony taką kampanią, że wow, oni zebrali milion, to ja pewnie też zbiorę, to często mówię nie. No nie.

Tych błędów, wiesz, jest całe mnóstwo. Najczęściej te pierwsze 5-7 dni kampanii jest bardzo ważnych, żeby gdzieś tam skoncentrować wszystkie siły. Jak się ma gdzieś swoich znajomych, żeby wtedy wpłacali. Żeby po tych pierwszych siedmiu dniach procent celu był 20, 30, 40%. Bo kiedy wchodzę na kampanię crowdfunding-ową i ona trwa już 20 dni, pozostało 10 dni i tam jest 2% osiągnięte celu, to ja nie wpłacam, nie dowiozą, nie wywołują u mnie jakiejś ekscytacji.

Tych błędów jest jeszcze sporo, ale jeśli wiesz, jak się wejdzie w takie szczegóły, to naprawdę zaczyna to być ciekawe. Tak naprawdę projekt crowdfunding-owy przekształca się w planowanie ogromnej dużej kampanii crowdfunding-owej, reklamowej, marketingowej. Trzeba umiejętnie wysyłać informację prasową, żeby jak najwięcej ludzi dowiedziało się o naszym projekcie. Często, wyjdzie dobra lista porażek, często ludzie wpadają przy okazji planowania kampanii crowdfunding-owej, że jakby funkcjonują tylko w swojej bance. Jakby ten komunikat dociera do znajomych i Ci znajomi zbiorą tam ze środowiska, a na zewnątrz już nikt o tym nie wiem. Więc trzeba zaplanować ileś działań, które pomogą naszemu projektowi wyskoczyć na zewnątrz.

Mogą to być właśnie media, mogą to być lokalne media, media branżowe, coś trzeba przygotować. Trzeba przygotować informację prasową, taką skuteczną, która zainteresuje dziennikarza. I jest ileś, ileś rzeczy. Byś może blogerów, może youtuberów, influencerów. Dużo jest tych aspektów. To pasjonujące jest, ile jest elementów, żeby była skuteczna kampania crowdfunding-owa.

Lepiej wcześniej się wyśpij…

Pamiętam, gdzieś czytałem opis jakiejś kampanii crowdfunding-owej, robionej przez Polaków na Kickstarterze, to oni powiedzieli, że oni się nie spodziewali, że miesiąc czasu, jak trwała kampania, to oni mieli wyjęte z życia.

Dokładnie. To jest hardcore. Oprócz tego, że jest to czas nerwów, to jeszcze czas takiej wytężonej pracy. Start kampanii to tak naprawdę jest star maratonu. I trzeba mieć obcykany każdy kilometr tego maratonu co zrobić. Bo jeśli jak rysowałem ten wykres, to trzeba coś zrobić, żeby ten wykres podbijać. Czyli ogłaszamy jakąś super dodatkową nagrodę, super ambasadora, który dołączył do naszego projektu, gdzieś tam uruchamiamy kolejne, kolejne rzeczy, żeby ten miesiąc nie był nudny.

Kolejną rzeczą to jest kwota, budżet, który trzeba sobie założyć.

Żeby zebrać kasę, trzeba mieć kasę.

Trochę tak. Trzeba zainwestować. Nie muszą to być jakieś wielkie pieniądze, ale trzeba włożyć dużo wysiłku i też dobrze skalkulować, ile tak naprawdę potrzebujemy pieniędzy. Średnio się przyjmuje, że jeśli chciałbym zebrać 100 tys., to muszę ogłosić, że zbieram 130 tys. 30% trzeba doliczyć. To są koszty, prowizje platform crowdfunding-owych najczęściej, prowizje za wpłaty, to wychodzi około 10%, a 20% to jest produkcja jakichś tam nagród, koszulek, smyczek, różnych innych rzeczy. A potem te rzeczy trzeba wysłać, więc jak się okaże, że na koniec kampanii mamy 2000 przesyłek, to ktoś to musi zrobić.

Ktoś musi iść na pocztę, wysłać kurierem. Ludzie nie odbierają przesyłek, podają złe adresy. Po pół roku dzwoni gość i co z moją nagrodą? Jak to? Wysyłaliśmy już 3 razy, nie odbierałeś. Jest ileś rzeczy, które trzeba sobie zaplanować, więc jak ktoś wyliczy sobie na styk, to może się mocno przejechać.

A to, co teraz powiedziałeś, to taka ciekawa rzecz, która nie jest bezpośrednio związana z crowdfunding-iem, ale z tym wszystkim, co dookoła musi się wydarzyć. Trzeba pamiętać nie tylko o tym, żeby kasę zebrać, ale wywiązywać się z zobowiązań.

Dokładnie. Dobrze jest tak zobowiązania zaplanować, żeby zostawić sobie 3 miesiące albo pół roku na wywiązanie się z tych zobowiązań, bo jednak ludzie pamiętają. I też trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, jaki komunikat będziemy wysyłać przy okazji kampanii crowdfunding-owej. Czy będziemy mówić wesprzyj nas, bo inaczej nasz klub padnie, Wisła Kraków, ten komunikat, ratujmy klub, mobilizacja, ratujmy klub. To działa.

Albo wesprzyj nas, dołącz do naszego projektu, bądź współuczestnikiem, producentem, to jest trochę inna motywacja. Trzeba się na jeden spójny komunikat przerzucić.

Czego nie powiedzą Ci platformy obsługujące crowdfunding?

Inną też rzeczą jest, że być może przy dużych projektach, kiedy załóżmy chcemy zebrać ten milion złotych i kiedy 10% pójdzie na koszty platformy crowdfunding-owej (to jest wiedza, o której nie powiedzą wam platformy crowdfunding-owe). Ale załóżmy, że zbieramy milion, czyli 10% ucieknie do platform crowdfunding-owych albo na opłaty, czyli 100 tys. Może warto się zastanowić, czy za te 100 tys. nie warto postawić własnej platformy crowdfunding-owej, co może kosztować 20-30 tys. Tam jeszcze dochodzą rzeczy, że trzeba przygotować umowy, regulaminy.

Ale 100 tys. to jest 100 tys.

Tak, tak, więc może przy wyższych zbiórkach warto zainwestować we własną taką platformę, gdzie crowfunding może trwać dłużej, ale ma się pełną kontrolę nad designem strony, nad wyglądem, można zmieniać, modyfikować.

Zgodnie z tym, co powiedziałeś na początku i tak wysyłamy ludzi w konkretne miejsce, na konkretną platformę, więc czy wysyłamy na cudzą stronę czy na swoją platformę…

Czy to będzie Wspieram, czy to będzie Odpal Projekt, Zrzutka czy nasz projekt, to właściwie robotę musimy wykonać taką samą.

A kwestia wiarygodności to i tak pewnie jest po naszej stronie, a nie po stronie samej platformy.  

Przy mniejszych projektach płyta itd. to lepiej, nie mówiąc o tym, że to się opłaca na gotowej platformie, to w pewien sposób platforma to uwiarygadnia. Poza tym uwiarygadnia, są dwa rodzaje zbiórek crowdfunding-owych – wszystko albo nic, albo zbierzesz, ile zbierzesz. Wszystko albo nic – jeśli nie uzbieram celu, to nie dostaję tych pieniędzy. I dla mnie z punktu widzenia ewentualnego wspierającego to jest taki bezpieczny model. Bo jeśli ja widzę, że ludzie chcą zebrać 500 tys. na jakiś tam film, ale uzbierali tylko 100 tys.

I biorą udział w kampanii „Bierzesz, ile bierzesz”, czyli te 100 tys. do nich trafi, no ale za te 100 tys. tego filmu nie zrobią jednak, więc to dla mnie nie jest przekonujące. Wolałbym jednak, żeby uzbierali te 500 tys., żeby ta stówka, którą wpłacę, sprawi, że ten film jednak powstanie. Z punktu widzenia konsumenta pieniądze z kampanii „Wszystko albo nic” są bezpieczne, bo do czasu zakończenia zbiórki są na koncie kampanii crowdfunding-owej i jeżeli się nie zbierze, to automatycznie wracają do mnie. I faktycznie przy iluś kampaniach, które wspierałem właśnie w ten sposób, nie zebrały te kampanie kwoty i dostały zwrot pieniędzy. To jest pewien element takiej wiarygodności, a z drugiej strony kampania „Wszystko albo nic”, to ten moment końcowy kampanii, ekscytacji, zostało tylko jeszcze 3 dni, brakuje nam 10 tys. złotych, pełna mobilizacja i okazuje się, że w te ostanie dni kampanii dzieją się cuda.

Że ludzie potrafią się zmobilizować i wielu udaje się dowieźć. W wielu przypadkach ostatnie dni kampanii to właśnie były takie rekordowe pod względem wpłat.

Crowfunding to również emocje!

Przy orkiestrze było widać w tym roku.

Chociaż tutaj, to też jest ciekawe, chociaż przy orkiestrze czy różnych tego typu wydarzeniach, że crowdfunding czy zbiorki mogą mieć duże, duże kwoty, ale tutaj jeszcze dochodzą różne emocje – żal, wkurzenie, pokazanie fucka władzy itd. Pamiętam zbiórkę, ta historia dosyć smutno się skończyła, ale gość, który zderzył się z kolumną Beaty Szydło. Ludzie zbierali mu na nowy samochód, który był warty 2-4 tys. złotych, a zebrali chyba 30 tys. czy jakąś dużą kwotę. Ludzie chcieli pokazać fucka władzy i pieniądze gdzieś tam się rozpłynęły w powietrzu w magiczny sposób. Ale też bym nie zachwycał się takimi liczbami, bo trochę inna jest motywacja zbieranie na ECS, bo nie dostało dotacji, a co innego zbieranie na nową płytę artysty czy jakiś inny projekt.

Poza tym ludzie lubią wpłacać pieniądze i dostać coś, nawet jeśli miałby to być pendrive, smyczka, coś namacalnego. Oczywiście wspierają dla idei itd. projekty crowdfunding-owe, ale jednak, jeżeli jest gadżet, jest coś, co można otrzymać, to to się liczy. A gadżet trzeba wyprodukować, wysłać, dostarczyć.

Wbrew pozorom cięższe może być wysłanie niż produkcja, bo produkcję możesz zamówić, a wysłanie to trzeba własnymi rękami to zrobić.

My robiliśmy taki duży super projekt, on trwał 3 lata blisko, 1,5 roku trwał taki crowdfunding. My przez prawie rok realizowaliśmy wysyłki, bo ludzie albo podawali zły adres, albo nie odbierali przesyłek. Potem sobie po kilku miesiącach przypominali.

Ponieważ my wszystkie wysyłki mieliśmy rejestrowane, więc nie wysyłaliśmy zwykłą pocztą. Wysyłaliśmy do Ciebie 2 razy, 3 razy, awizo nieodebrane – a, ok, przepraszam. Ale ktoś mógłby nam zrobić awanturę, jakbyśmy nie mieli tego na papierze.

Czyli podsumowując, przed kampanią trzeba się narobić, żeby ją przygotować.

Tak.

W trakcie kampanii można zapomnieć o czymkolwiek innym, należy ją prowadzić.

Totalnie się skupić, tak.

A po kampanii trzeba mieć czas, zasoby, żeby dowieźć to, do czego się zobowiązaliśmy.

Więc nagle z prostego tematu, zrobiło nam się coś takiego. Więc trzeba do niego podejść bardzo, bardzo poważnie. I to jest fascynujące, bo wiele kompetencji tutaj dochodzi.

Słuchajcie, macie gotowy przepis na to, co zrobić, żeby taką kampanię zrobić z sukcesem, żeby nie popełnić błędu, nie popełnić porażki. Maćku, dziękuję bardzo.

Dziękuje bardzo i polecam. Polecam crowdfunding, jako sposób na pozyskiwanie pieniędzy na swoje potrzeby. To jest trudna droga, ale bardzo, bardzo ciekawa.

Super. Dzięki!

 

 

Rozmowę zrealizowano w trakcie konferencji infoShare 2019